Narodziny gwiazdy

Wszystko zaczęło się od mojej konstatacji, że część mnie leży odłogiem. I to ta najważniejsza: kobieca. Doświadczyłam tego będąc na wakacjach w Hiszpanii. Zobaczyłam piękne zadbane i szczęśliwe kobiety w różnym wieku, odziane w zwiewne sukienki do kolan (!), pomalowane, mimo że lał się żar z nieba, uśmiechnięte i zadowolone z życia.

Miały w większości długie włosy, a przynajmniej do ramion, pomalowane paznokcie, biżuterię i sandałki na obcasie. Niezależnie od wieku tak wyglądały. Były… pociągające. Oczu nie mogłam oderwać! Także moja przyjaciółka, dla której tam pojechałam, tchnęła jakąś subtelną zmysłowością, choć nie miała łatwego życia. Pomyślałam wtedy: A kim ja jestem jako kobieta? Gdzie się skrywa moja kobiecość? Dlaczego zazdroszczę Hiszpankom takiej pogody ducha i radości z bycia kobietą? Czy to tylko kwestia słońca?

Tamto doświadczenie odcisnęło się na mnie bardzo. WŁAŚNIE! Doświadczenie! Nie: wiedza, nie obserwacja, nie zasłyszane czy przeczytane wiadomości… Ja doznałam w sobie tego pragnienia, tej tęsknoty za kobiecą pełnią i wiedziałam, że mam w sobie to samo co one, tylko nieodkryte. Zostawione na boku, wypchnięte z ówczesnego mojego życia, a przecież nie chowałam się pod korcem i miałam świadomość, że przecież jestem kobietą. Ale czy czułam się kobieco? Niebardzo…

Czas walki o siebie

Od tamtej pory zaczęła się mozolna praca i przygoda poznawania mojego kobiecego JA. Przyznam, że trzeba odwagi, by to robić, bo zderza się człowiek z własnymi płyciznami myślowymi, buszem fałszywych przekonań, który trzeba wytrwale karczować, żeby dotrzeć do swojej wewnętrznej prawdy, falami cudzych ocen czy zarzutów, że się zmieniłaś, że nie jesteś taka jak dotąd. Trzeba odwagi, by postawić tamę pewnym społecznym, tradycyjnym, religijnym, czy rodowym pseudowzorcom. Najważniejsze jednak, to zaufać sobie i dać sobie prawo do tych zmian. Fakt, poczucie winy wierzga, a wyrzuty sumienia kąsają. Kiedy jednak powiedziało się A, to trzeba powiedzieć i B. To walka o siebie. O siebie prawdziwą. Siebie dojrzałą, kompletną, nawet jeśli masz 20 lat. Bo tylko w prawdziwej sobie spotyka się tego, od którego pochodzę.

Chcę podzielić się z Tobą moim doświadczeniem

Efektem tej pracy jest moje szkolenie, którego treść płynie nie tylko z obiektywnej wiedzy o życiu kobiety, ale z moich osobistych doświadczeń i odkryć. Istotą i sensem udanego szkolenia jest to, że otrzymuje się od prowadzącego w pigułce skomasowaną wiedzę i co ważniejsze: doświadczenie często całego jego życia. Co więcej, szkolenie jest praktykowaniem, a nie teoretyzowaniem. Tu pracuje się sobą, by teraz ktoś inny mógł przejąć moją wiedzę życiową i doświadczenie i zastosować je w swoim życiu. Zależy mi na tym, by stało się to wszystko Twoim własnym przeżyciem.

Co zyskałam z mojej pracy nad sobą?

Wolność. Świadomość samej siebie. Radość z mojej niepowtarzalności i z bycia sobą. Wzmocniłam poczucie własnej wartości, zyskałam odwagę do wychodzenia poza strefę komfortu, czyli „w nowe”, bo wiem, że dobrze mi z samą sobą i nie muszę zabiegać o każdego i o wszystko. Nie muszę być też przez wszystkich lubiana, bo się nie da. Tylko osobom pewnej profesji zależy na podobaniu się każdemu i zawsze. Mnie nie. Tak więc jestem coraz bardziej sobą. Mniej się boję wyzwań, nie czuję się gorsza, nie zazdroszczę, bo nie ma potrzeby. Zazdrościmy, gdy nie mamy poczucia, że posiadamy już wszystko, co nam jest do szczęścia potrzebne. A jeśli mimo to pojawia się to uczucie, to znak, że czegoś w sobie nie rozpoznaliśmy, że część nas jest ugorem. I że warto się tym zająć.

Umiem też, dzięki świadomości siebie, doceniać urok innych kobiet, bo widzę piękno w każdej z nas. Ile razy mijam na ulicy zgaszone, zagonione panie, smutne, szare dziewczyny- myszki, albo te nad wyraz widoczne, z ustami pełnymi przecinków na „k” i „ch”, to myślę sobie wtedy: jaka ty piękna jesteś, Kochana, choć jeszcze o tym nie wiesz… Wiem, że w ich życiu stało się coś - albo się właśnie nie stało to, co powinno - że dzisiaj one nie są dla siebie samych skarbem. Naprawdę, widzę to ich piękno. Ono jest w każdej z nas jedyne i niepowtarzalne. Dziś wiem, że takie widzenie to szczególna zdolność. I trzeba ją odpowiednio wykorzystać.

 Nie mam problemu by im mówić bez ogródek, co mi się w nich podoba. Nawet obcym na ulicy. Mam z tego frajdę. W nosie mam ewentualne skojarzenie czy podejrzenia, że tak mogą robić lesbijki. Mnie interesują mężczyźni, jeśli chodzi o ścisłość, a kobiety o tyle, że uwielbiam ich piękno. I to im z radością mówię. Sama wiem, jak to dobrze robi na głowę i serce, kiedy usłyszy się miłe słowa. Dlatego lubię to robić. Cieszę się, gdy inni czują się w sobie dobrze, wzmacniają się. I dlatego właśnie robię to szkolenie. Bo dając siebie innym kobietom, otrzymuję od nich ich fascynujący urok, a moment, gdy ona zaczyna czuć się piękna, jest jak narodziny gwiazdy. Mam okazję tego doświadczać. Trochę jestem ich akuszerką. I doskonale się czuję w takiej roli. To rodzaj przywracania do życia. Do pełni życia. Rodzaj aktu stwórczego. Kocham to!

Moje szkolenie działa dobrze na głowę, serce i duszę. Kobieta jest stworzona do piękna. Jeśli tak się nie czuje, to jakby nie istniała. Jesteśmy po to, by obdarzać świat sobą, a dajemy siebie innym, gdy siebie samą posiadamy, czujemy i żyjemy każdą sferą: fizyczną, psychiczną, intelektualną i duchową. Inaczej część nas jest wyłączona, tak jakby jej nie było. Nie jesteśmy wtedy darem, a obciążeniem dla siebie i innych.

Dziewczyny, świat na nas czeka. I się bez nas nie obędzie. Jeśli chcesz kogoś zmienić, zacznij od siebie - tu ta maksyma też ma zastosowanie. Rozpoznaj swoje piękno, a świat się zmieni.

Już 19 marca odbędzie się szkolenie KOBIECOŚĆ: Nieodgadniona (kliknij)

Istniejemy dla piękna. To jest ten czas.

Mira Jankowska

Comments are closed.