Co Pani taka wesoła? Mira Jankowska

Co pani taka wesoła? – zapytał mnie z wyrzutem kilka lat temu pewien mężczyzna i zawyrokował: - Jeszcze się pani tego odechce. Lata minęły, sporo doświadczeń zyskałam, niejeden kryzys przeszłam, popłakałam sobie nierzadko, jednak optymistyczne podejście do życia mnie nie opuszcza.

Dlaczego mamy skwaszoną minę, pretensje o wszystko i jak się z takim podejściem do życia rozstać?

Znak rozpoznawczy

Mocno trzymam się ziemi i widzę rzeczywistość wokół, która potwornie skrzeczy i może nas pozbawiać sił. Ale wiem też, że tkwienie w marazmie wyjaławia, a odebranie nadziei jest krokiem ku śmierci za życia. O ludziach hołdujących takiej postawie, czyli malkontentach, niepokorni wychowawczo podopieczni mojej znajomej ukuli znakomite powiedzenie, a mianowicie, że na ich nagrobkach będzie widniał napis: Żył lat 80, umarł mając lat 30.

Co mi daje narzekanie?

Skwaśniałe podejście do życia w codzienności, które doskwiera każdemu – i w relacjach z najbliższymi, z sąsiadami, ale i w pracy – jest wyrazem mojej niezgody na to, co mam: na rodzinę lub jej brak, małżeństwo nie takie, pracę nie na moje możliwości, a na pewno nie za takie (!) pieniądze, na znajomych nie na poziomie, sąsiadów nie z mojej bajki, że zdrowie nie to, itd. Nie poruszę kwestii polityki i spraw społecznych, bo tu dopiero możemy sobie poswawolić, zresztą byłyby powody… Na krąg spraw obywatelskich, mimo że bardziej odległy, też mamy wpływ. Zasadniczo jednak mamy pretensje do wszystkich i o wszystko -też się na tym łapię. Narzekając i utyskując wmawiam sobie i innym, że zmiana sytuacji jest poza moim wpływem. Czasem i tak jest, ale zwykle istnieje spory obszar mojego realnego wpływu na rzeczywistość i przestrzeń, gdzie ten wpływ się kończy.

Przykład: nie jestem w stanie wpłynąć na pogodę, ale mogę się tak ubrać, by mi było no, może nie komfortowo, ale wygodnie. Na to wpływ zwykle mam. Na pogodę ducha też. Nie jestem co prawda w stanie sprawić, by moi bliscy byli podług mojej myśli (oby nie!), ale mogę tak się zachowywać, żeby sobie i im pomóc żyć w dobrych relacjach. To jest wiedza, która przekłada się na praktykę i doświadczenie. Ale skąd ją wziąć?

Zawsze mogę wybrać

Znajomy tak opisał swoje doświadczenie w tej dziedzinie sprzed kilku lat: „Do Francji wypchnęła mnie moja firma. Co dwa tygodnie wracałem na weekend do Warszawy - radość powrotów do kraju nie do opisania - mimo całego zachwytu nad Francją. I zawsze ten szok - w sklepach: ale tanio! - ale dlaczego panie sprzedawczynie takie „nieprzyjazne”?! Kultura życia codziennego we Francji to coś, co bym chętnie widział w Polsce. Nam się po prostu nie chce zużywać energii na s'il vous plait, merci, bon journe, itd. itp. Jak się tego nauczyłem, to po przyjeździe do Polski byłem tu uprzejmym gościem, ale już mi niestety przeszło. I to jest właśnie kultura - zachowanie społeczności wymusza bezboleśnie na jednostce jakieś pozytywne zachowania”.

A może zamiast rezygnować, warto by wprowadzać w naszą codzienność wiedzę, zachowania, wyrobić nawyki, które nam się podobają? Począwszy od uśmiechu do kierowcy w aucie obok, kiedy stoimy na światłach lub do kogoś z kim jedziemy w autobusie? Czyż nie warto podziękować za oczywistą nawet przysługę, bo można ją wykonać z życzliwością lub niechęcią. Wdzięczność jest przejawem dostrzeżenia, że to, co przychodzi, wcale nie musi mnie spotkać.

Profesor Stefan Swieżawski, filozof, tomista, erudyta i wielkiej klasy człowiek, przyjaciel Karola Wojtyły, mawiał, że gdybyśmy umieli skorzystać z dobrodziejstwa spotkania z każdym człowiekiem, bylibyśmy najszczęśliwszymi ludźmi pod słońcem. Warto pójść tym tropem. Może znakiem rozpoznawczym tych, którym zależy na zmianach w naszym kraju, będzie życzliwość, uprzejmość i wdzięczność w codzienności, której nam tak potrzeba? Może zamiast czekać na sympatyczne reakcje innych, warto je wywoływać własnym zachowaniem? Wiem, to trudne, ale jeśli nie umiem, nie potrafię, to wypadałoby zadać sobie pytanie: gdzie się mogę tego nauczyć, od kogo i w jaki sposób – są takie osoby i miejsca, ta wiedza (!) jest na wyciągniecie ręki (chociażby MAM). A jeśli nie chcę, to dlaczego nie chcę? Co mnie powstrzymuje? To wcale nie jest błahe pytanie…

Pomysł od już

A może by tak już dziś zacząć zmianę? Zrezygnować z ,,ja zawsze mam rację”, „należy mi się”, obgadywania, krytyki, bylejakości, cierpiętniczej miny, braku życzliwości i uśmiechu, podbieranie, czyli kradzież, ostatniego zdania w dyskusji - i zawalczyć w słusznej sprawie? Świadomie, konsekwentnie. Niech więc za tym pójdzie pewna propozycja: spróbujmy co dzień rezygnować z tego, o czym wiemy, że jest naszą słabością, takie małe rezygnacje w imię większej wartości. Wbrew pozorom taka zmiana choć drobna, nie pozostanie niewidoczna. Zwłaszcza dla bliskich i otoczenia. Wprowadzana w życie systematycznie stanie się nawykiem, a wzmacniana przez środowisko ludzi, którym również zależy na pracy nad charakterem i zmianie postaw, może skutecznie wpłynąć na zmianę mentalności nas, mieszkańców tego kawałka Europy nad Wisłą. A może i inni się przyłączą? Mały kamyk uruchamia lawinę. Możesz go ruszyć.

PRZEPOWIEDNIA Frank Outlaw

Uważaj na swoje myśli - stają się słowami.

Uważaj na swoje słowa - stają się czynami.

Uważaj na swoje czyny - stają się nawykami.

Uważaj na swoje nawyki - stają się charakterem.

Uważaj na swój charakter - staje się Twoim losem.

Mira Jankowska

Comments are closed.